Wybory Miss Healthy LifeStyle
9 lipca 2011 roku miałam okazję uczestniczyć w wyborach miss Healthy LifeStyle. Kandydatkami były młode dziewczyny i kobiety, które swoją postawą pokazywały przywiązanie do zdrowego i świadomego stylu życia. Pokazały kilka odsłon swojej osobowości. Oprócz wyglądu w wyborach ważne były także wypowiedzi na temat zdrowego stylu życia, odżywiania, aktywności fizycznej. Wybór nie był łatwy.
Starałam się kierować instynktem i patrzeć na kobiety, szukając „ tego czegoś” co przyciąga i elektryzuje. Osobiście jestem daleka od oceniania na co dzień wyglądu innych kobiet, choć jako estetka zwracam nawet nieświadomie uwagę na piękno i wygląd. Podczas wyborów obserwowałam kandydatki, zastanawiając się nad ich odwagą. Myślę, że wystawienie na publiczny osąd swojego wyglądu, poddanie go surowej i nie zawsze obiektywnej ocenie musi być nie lada zadaniem. Jeżeli dziewczyna ma wysokie poczucie własnej wartości, a zostanie pominięta przez jury, odpadając z awansu na „ najpiękniejszą”, może poczuć się źle, odchorować porażkę i iść dalej. Jeżeli jednak kandydatka miała problemy z samoakceptacją, a przybyła na wybory, żeby udowodnić sobie i innym, że jest piękna, może mieć duży problem. Patrząc na całe widowisko analizowałam fakt, iż odrzucone przez jury dziewczyny mogły poczuć się jako te” gorsze”, „niepodobające się”, „ przegrane”. A przecież tak nie jest. Każda z kobiet jest inna, wyjątkowa, ma inne zalety. W jury zasiadało wielu członków- i ilu ludzi, tyle gustów. Obrady za kulisami były burzliwe, nie było jednogłośności, dochodziło do ostrej wymiany zdań. Ostatecznie wyboru dokonano i można było odetchnąć z ulgą, zrzucając z siebie odpowiedzialność za samopoczucie niewybranych kandydatek. Ostatecznie mogę stwierdzić, że jest coś bardzo trudnego w wyborach piękności, jakiś rodzaj brutalnej i subiektywnej rywalizacji toczącej się wśród reflektorów i uśmiechniętych twarzy. Bo dla nas, obserwatorów, jest to tylko rozrywka. Dla kandydatek zaś może być to „ jestem lub nie jestem atrakcyjna”. Na pocieszenie powiem, że ilu ludzi, tyle zdań. Każdemu podoba się inny typ urody. Poza tym nie sposób nie wspomnieć o fakcie, że najważniejsze jest wnętrze, którego nie widać podczas wyborów piękności. Pamiętajmy, że nie ma kobiet brzydkich. Każda jest jedyna w swoim rodzaju a wiarę w siebie najlepiej budować na trwalszych fundamentach, niż tylko uroda. Bycie jurorem w wyborach miss było jednak dla mnie bardzo ciekawym, nowym i uczącym doświadczeniem, za które dziękuje organizatorom.




/ 4












